Ameryka moim okiem

pakowanko, horowanko i heca u płota

4 października 2016

Przedwyjazdowy chaos, ulewy, wichury i przeziębienie – choćbym nie wiem, jak się starał, nie mogę powiedzieć, że ostatnie dni zniechęciły mnie do tego wyjazdu. Wszystko dookoła zdaje się krzyczeć „SPIERDALAJ STĄD NAJSZYBCIEJ JAK SIĘ DA I NIE WRACAJ PRĘDKO”. To spierdalam.

Po weekendowym maratonie pożegnań i rzewności przyszedł czas na pakowanie NA SERIO i sprawdzenie, czy naprawdę da się zmieścić WSZYSTKO, co do życia na 9 miesięcy potrzebne w 50-litrowym plecaku. Naoglądałem się jutubów, naczytałem blogasków, nałaziłem się po tych wszystkich specjalistycznych sklepach dla zawodowych podróżników i nasłuchałem rad, jak ukryć karty kredytowe w tajnym portfelu pod lewym udem. No i nawet kupiłem sporo tych niezbędnych gadżetów, ale ostatecznie w plecaku i tak wylądowała Konserwa i strój Kapitana Bułgarii. Samobieżne buty trekkingowe i inteligentne podkoszulki zostawiam profesjonalistom.

Bardzo chciałem napisać coś zabawnego w ramach ostatniego postu przed wylotem, ale czuję się dziś jak taki stary kapeć, któremu odkleja się podeszwa, przez co ktoś go kopnął w kąt pod schodami. I tak sobie leżę i nawet specjalnie nie myślę, co to będzie jutro. Rano pewnie tylko wrzucę swoje chude kości do samochodu najlepszego szwagra, jakiego nosiła ta ziemia, przetransportuję je na lotnisko, a potem zasnę. Bo głowę mam zupełnie odklejoną (jak u tego kapcia, kumacie tę piękną metaforę?) i trochę nie wiem, gdzie jej teraz szukać.

Technicznie to będzie wyglądało tak, że jutro o 9 powinniśmy być już na lotnisku we Frankfurcie nad Menem, gdzie będziemy się relaksować i jeść wursty przez 7 godzin, a potem siup do Cancun – Złotych Piasków Ameryki. Mam nadzieję, że głowa będzie tam już na mnie czekać. Trzymajcie kciuki i przesyłajcie dobre wibracje.

Ciao, Warszawo!

warszawa pożegnanie

Komentarze

TAG
PODOBNE WPISY

Zostaw komentarz