Ameryka moim okiem Meksyk

Matko Bosko! z Guadalupe

12 listopada 2016

Wczoraj po 225 latach otwarto w Polsce Świątynię Opatrzności Bożej. Piękna sprawa, sama świątynia już chyba mniej. Ale wiadomo, katolicyzm rządzi się swoimi prawami, a jednym z nich jest ROZMACH. Wszystkich, którzy uważają, że ten w wykonaniu patriarchów z Wilanowa jest przesadny, zapraszam na krótką wycieczkę po katolickim Disneylandzie, który znajduje się w Mexico City.

Szczypta historii

485 lat temu biednemu, tj. przeciętnemu, azteckiemu rolnikowi Juanowi Diego Cuauhtlatoatzinowi ukazała się Matka Boska. A w zasadzie ukazywała, bo podobno objawienia na wzgórzu Tepeyac trwały kilka dni. Ich zwieńczeniem było powstanie cudownego obrazu Matki Bożej z Guadalupe.

matka-boza

Cudownego, bo do dziś do końca nie wiadomo, jakim dokładnie cudem powstał. MB namalowana jest (namalowała się? zostawiła odbicie?) na wykonanym z włókien agawy płaszczu Juana Diego. Podobno normalnie taki materiał niszczy się naturalnie po kilkunastu – kilkudziesięciu latach. A ten z wizerunkiem MB ma się świetnie już od kilku wieków, mimo że przez ponad 100 wisiał sobie w kościele nastawiony na działanie wielu destrukcyjnych czynników, takich jak ludzie czy dym kadzideł.

Budujemy!

Wieść o cudownym objawieniu szybko rozniosła się po okolicy. Na miejscu spotkań Juana Diego z MB wzniesiono mały kościół, który z miejsca stał się celem pielgrzymek mieszkańców dzisiejszego Meksyku. Lata mijały, kult Jana Diego i MB z Guadalupe rósł w siłę. A wraz z nim – świątynia na wzgórzu Tepeyac. Była wielokrotnie przebudowywana, na jej miejscu powstało sanktuarium, potem dołożono jeszcze jeden kościół, a potem kolejny, i jeszcze małą kaplicę. I olbrzymi plac, żeby mogli gromadzić się wierni. I pomnik papieża, NASZEGO papieża, który rolnika Juna Diego w 2002 uczynił świętym. A, jak tak, to niech będzie jeszcze jeden pomnik JP2. A może warto by jakoś te Matkę Boska zgelokalizować? No to ciach, pokażmy, jak ucywilizowała okolicznych dzikusów. Tylko, żeby to było WIELKIE.

Serio, przebywanie w kompleksie Guadelupe było jak wycieczka w rasowym wesołym miasteczku. Wszystko się świeci i błyska, zachęca, by przyjrzeć się z bliska. Na bazarze wokół kompleksu świątyń można kupić i świętego Judę, i minionki. Oczywiście największym – dla mnie – przebojem byli fotografowie oferujący zdjęcie na koniu/ośle z wizerunkiem MB i papieża w tle – takich miejsc moje oko wychwyciło przynajmniej 5. Co prawda cały ten jarmark nie odbywa się w samych świątyniach, ale i tak myślę, że gdyby Jezus to wszystko zobaczył i tak przekręcił by się w grobie (gdyby tam wciąż leżał oczywiście).

Latynoskie podejście do katolicyzmu zdecydowanie różni się od europejskiej nabożności. Jest bardziej spontaniczne, do kościoła wchodzi się i wychodzi na dużym luzie i w dresie, ksiądz nawołuje z ambony do wspólnego śpiewania refrenów piosenek, a obok wizerunków świętych dobrze znanych z mazowieckich czy lubelskich krajobrazów w okresie Dia de los muertos można zobaczyć kolorowe ofrendy z kościotrupami. Przaśny kompleks MB z Guadelupe jet więc zapewne tego podejścia naturalną konsekwencją.

Komentarze

TAG
PODOBNE WPISY
2 komentarze
  1. Odpowiedz

    Wysocka

    20 listopada 2016

    Pod waszą nieobecność staramy się nadrabiać eozmachowe zaległości – Jezus został królem Polski, a czy jest już królem Meksyku???

    • Odpowiedz

      Jacek

      23 listopada 2016

      to jezusek! jak go znowu spotkam, to na pewno zapytam i dam znać!

Zostaw komentarz